Powyborcze refleksje PDF Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
23.11.2010.

23.11.2010.  Zakończyło się. Ustał szał plakatowy. Znikają ze ścian budynków i witryn sklepowych uśmiechnięte gęby i przymróżone oczka kandydatów na rajców i burmistrzów. Ustało gonienie po bramach budynków zamieszkałych przez potencjalnych wyborców. No i ta urna wyborcza, ołtarz, studnia, skrzynka ( nie wiem dlaczego, lecz kojarzy mi się ona ze skrzynką pocztową). Karty do głosowania z nazwiskami stojącymi karnie w szeregach, z listy takiej czy owakiej, nazwiska z okienkiem, pustym okienkiem, które wola wyborcy zapełni krzyżykiem uszczęśliwiając lub pozostawiając puste unieszczęśliwi spychając na dalekie pozycje poza mandatowe, bądź też pozbawiając wizji zdobycia intratnego fotelika.

   Wiedzę o fakcie nie załapania się na mandat miałem już wcześniej nim stanąłem, nazajutrz po wyborach, przed wywieszonymi listami, które studiowali nieliczni wyborcy – ciekawi jak mają się ich idole… I coś dziwnego – ulga, ulga, że zdjęto mi z pleców plecak, plecak wypełnionym rozlicznymi obowiązkami rajcy. I to jakieś niezrozumiałe zdziwienie sobą, że chciałem objutrzyć się następnym, o wiele cięższym tobołem. Boże, wtedy poczułem, że jestem wolny, wolny od rozlicznych komisji, sesji, studiowania stert projektów uchwał i tych grubaśnych – budżetowych a zabierających mi całe popołudnia i wieczory. Poczułem, że przypływa do mnie czas, dużo czasu, czasu wreszcie dla siebie i rodziny. Teraz będę mógł nadrobić zaległości w czytaniu odkładanych, ad Calendas Graecas, książek. W domu z lubością spojrzałem na pęczniejące smutkiem pędzle i szpachle. Z rozrzewnieniem  czytałem brudnopisy pisanych z doskoku wierszy, a czekających na liczne poprawki i uzupełnienia. I wtedy, przeglądając sterty niepotrzebnych już papierzysk komisyjno-sesyjnych, poczułem wdzięczność do tych wyborców, którzy zdjęli mi z pleców ten cholerny plecak, którzy swoim wyborem przywrócili mi czas, którego brak pozbawił mnie udziału w wielu plenerach malarskich,  warsztatach i imprezach literackich.

   Z jednej zaś strony spływało jakieś zadowolenie z tego, że tych czterech lat rajcowania nie zmarnowałem, że wiele dla miasta zrobiliśmy i coś po naszej kadencji pozostanie, z drugiej zaś strony, odczułem szarpnięcie niespełnienia wielu zamierzeń, ale to już inna stodoła i inne wrota…

   Otwieram wrota okładki książki, chciwie wchłaniam litery, słowa, zdania książki „ Duchowny Niepokorny´- Rozmowy z księdzem Stanisławem Musiałem autorstwa W. Beresia i K. Brunetko. I czytam, czytam. Nikt i nic już mnie nie oderwie od niej, a z  grzbietów odkładanych z dnia na dzień książek do przeczytania, dobiega szept – jesteś wolny!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »