Mimo starań Choteborz odpłynął PDF Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
11.07.2008.

11.07.2008 Dzisiaj już, o tej porze, powinienem być w czeskim Choteborze na „Literalnej Vysoczinie” lecz jak widać – nie jestem. Petr Musilek będzie zapewne mocno zawiedziony, że nie przyjechałem. A program bardzo ciekawy, bynajmniej tak to wynika z zaproszenia. Choćby w niedzielę trzynastego; w jadalni teatru poezja Petra Musilka „zpivana i mluvena.” No i mogłem spotkać się z Ivo Harakiem z kwartalnika literackiego „Psi vino”.Robiłem co mogłem, lecz połączenie transgraniczne  jest takie a nie inne, czyli nie ma go. Jadą wprawdzie do Golińska minibusy, lecz tylko do Golińska! A szkoda. Mogliby przynajmniej jeździć do Broumova.

   Ela nie mogła jechać, ponieważ ma trochę pracy przed urlopem no i do tego prowadzenie wakacyjnych zajęć z dziećmi z dziennikarstwa. Nauki nigdy za wiele! Pozostawało mi jedynie jechać solo. Tyle, że do Golińska jakoś dojechałbym a dalej „per pedes”do Starostina a być może nawet i do Mezimesti. Tu  na autobus do Broumova i z Vierą dalej. Ona też dopiero mogła jechać po dziesiątej, ponieważ, jak wynikało z jej maila, na dziewiątą miała umówioną wizytę u dentysty. Jednym słowem, nijak nie pasowało, aby zjawić się na Literalnej Vysoczinie w Choteborze. Trochę za późno dostałem zaproszenie. Byłby tak czas na lepsze zorganizowanie wyjazdu. Może w przyszłym roku lepiej wyjdzie.

   Tak przynajmniej miałem trochę czasu na napisanie Sonetu broumovskiego i wysłanie Vierze dwóch sonetów i dwóch wierszy do „sbornika” na Dny Poezie w Broumovie-Krzynicach. Nad Sonetem broumovskim musiałem posiedzieć parę godzin. W końcu cosik tam spłodziłem. Ciężko pisało się, bo i gorącawo dzisiaj a zapowiadali burze i opady, no i co chwilę musiałem odrywać się od pisania. To musiałem iść do ogródka, bo Renacie klapek siadł, to popołudniowa kawa w ogrodzie a to tamto i sramto.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »