Sraczka medialna PDF Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
23.06.2008.

  21.06.2008 Zgiełk medialny rozpanoszył się na dobre w środkach masowego przekazu. Niemal każda stacja telewizyjna ma jeden temat, wałkowany na rozmaite sposoby, „Bolek”. Te dyskusje, co jeden to mądrzejszy, a głupota gadających głów godna wpisu do księgi rekordów. I leje się ten potok z ekranu,  leje się ten ślinotok i spływa na panele podłogi błockiem i szlamem cuchnącym zajadłością i nienawiścią jakowąś. „Bolek nie-Bolek” - jądro       wszechświata, pępek ziemi. Być albo nie być Polski, racja stanu i cholera wie czym jeszcze jest to tarzanie się w błocku obrzydliwości słów wypowiadanych przez nasze elity polityczne. I to przekrzykiwanie się jarmarczne. Był agentem Bolkiem – wołają z zapalczywością jedni, nie był agentem Bolkiem – wrzeszczą zapamiętale drudzy. I tak w kółko Macieja ( nie zamierzam obrażać tu jakichkolwiek Maciejów). A co mnie to gówno obchodzi i podobnych mi szarych zjadaczy chleba codziennego, paliwa itp. artykułów codziennego spożycia. Sprawy państwa leżą odłogiem, niczym ziemia popegerowska, wszystko drożeje a nasi politycy miast główkować nad tym, aby ludziom w tym kraju żyło się lepiej, zaprzątają sobie głowę drążącym ich mózgi hamletowskim: „był czy nie był” pytaniem. Prorocy ci to nasi politycy jacyś? Nie znają treści książki, która ma ukazać się, a gadają, jakby ja przeczytali. A już niesmacznością i obrzydliwością jest, że plują w tej dyspucie, o ile plucie to nazwać można dysputą, na siebie byli opozycjoniści, dla których „wróg,” obojętnie jaki i kto, musi istnieć, jak racja istnienia i wszelkiego ich działania. Rzygać aż chce mi się, gdy sporadycznie oglądam telewizję, a reżimówkę w szczególności.

   I tak wku….ny na to co dzieje się w naszej telewizorni i co wyprawiają elyty polityczne sięgnąłem do poezji Mariusza Suski, zamieszczonej w portalu literackim, aby poczytać sobie kilka Jego wierszy. Szkoda tylko, ze kilka, bo tyle zamieszczono w portalu. Krótkie opowiadanie „Pies” przeczytałem kilka razy. Za każdym razem odczytywałem je inaczej. Ciągle miałem, gdzieś tam w głębi siebie, naszego Kajtusia, którego zakopywaliśmy. To milczenie syna Rolanda i moje podczas kopania dołka i to okrycie, odeszłego Kajtusia, derką aby nie zmarzł, jako że była już późna jesień, było jednym wielkim milczeniem. I ten powrót w milczeniu, nawet kółka wózka nie skrzypiały jak zwykle. To wszystko wypływało gdzieś z głębi świadomości, przy którymś z rzędu czytania „Psa” Suski.

   Miałem okazję, na XVIII Noworudzkich Spotkaniach z Poezją, posłuchać Mariusza, jako że był gościem Spotkań. Uważnie posłuchać tego co mówił o swojej twórczości, posłuchać czytanych przez niego wierszy i potem osobiście porozmawiać przy ognisku na Górze Św. Anny w Nowej Rudzie. Jego wierszy są mi jakoś tak bliskich, zrozumiałych, być może, ze wspólnej fascynacji buddyzmem. Kiedyś przecież, będąc u jezuitów, popełniłem książkę o buddyzmie. Szkoda jedynie, że jedyny egzemplarz, jaki posiadałem, nie ocalał pożyczony niesumiennemu człowiekowi „na wieczne oddanie”. Jedyny fragment ocalał w „Parnasie” wewnętrznym piśmie jezuickim.

Zmieniony ( 24.06.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »