ZACZĄŁ SIĘ NOWY MIESIĄC PDF Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
01.02.2008.
Piątek,01.02.2008       I już styczeń za mną. Dobrnąłem do końca z lekturą „Dzwonu śmierci” a czas już ku temu był, jako że wczoraj mieliśmy spotkanie w Dyskusyjnym klubie książki przy MBP-CK w Boguszowie. Spotkanie przy kawie i pączkach, pączki, nieodzowny atrybut tłustego czwartku. Same panie i ja jeden rodzynek pośród nich. A właściwie to już dzień rozpocząłem od dwóch pączków, przy porannej kawie, nabytych w sklepie u Drohomireckich, przy Warszawskiej. Praktycznie cały dzień poza domem. Z rana, o ile 10.15 to rano; raczej wcześne przedpołudnie, z Moniką  musiałem zasuwać do pośredniaka, wyjaśnić sprawę wypłacenia jej nienależnego zasiłku- oj bałagan mają i u niej w zakładzie i pośredniaku, W CK Henryka nie zastałem, za to Władzio Perskiewicz wściekał się niemożebnie; nie mógł biedaczysko robić pastelami- zamknęli mu w galeryjnym bufeciku jego przybory. Henryk na wolnym do piątku.   Po krótkiej rozmowie z nim(telefonicznej),panie miały dać Władziowi przybory, miał tam też i śniadanko i kartkę od Henryka. O 12.00 sesja i przed nią prezentacja projektu zagospodarowania rekreacyjno-turystycznego starej trasy kolejowej. Sama sesja poleciała nadzwyczaj sprawnie. Spotkanie w klubie dyskusyjnym dopiero o 17.00 a więc mam trochę czasu, aby porobić zlecone zakupy. Dyskusja o książce. Wypowiadam swój sąd, że książka dobra i ciekawa. Dyskutujemy nad nią, odbiegamy od tematu w temat papierochów, zawadziliśmy o reikarnację tudzież życie pozagrobowe przeskakując do tematu PKP. Po tych dygresjach, o ile nazwać to dygresjami, powrót d tematu, popijając go kawką; raczej dwoma i zagryzając pączkami. No i oczywiście nowa książka do czytania. Tym razem  Martina Pollacka „Śmierć w bunkrze- opowieść o moim ojcu. Jedna z klubowiczek mówi o niej, że dobra i warto ja poczytać. Kartkuję. – Jeszcze w czytaniu mam „Traktat o łuskaniu fasoli” W. Myśliwskiego – mówię. Czytam ja sobie po kawałku, na ile pozwala mi czas. Polecam ją klubowiczkom do przeczytania.    Gdzieś po dziewiętnastej kończymy. Pogadałem chwilę ze Staszkiem Sułkiem  o jego sekcjach plastycznych i do domu. Musiałem spałaszowć pozostałe pączki, chyba ze cztery. No i sprawdzenie poczty. Pisze Lucynka, że zmarła jej Mama. E-mailem przesłałem jej kondolencje. Pytała mnie, czy nie jadę na jakiś plener. Przekartkowałem jeszcze  książkę  i w kimonko.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »